niedziela, 20 września 2015

Jak się nie dać czyli, wspinać się dalej kiedy robi się pod górkę.



 Tomek i Zosia

Ona córeczka tatusia.
On synalek mamusi.

.

Zosia zawsze marzyła o ślubie jak z bajki.
Miała być księżniczka a on księciem.

Miały być konie kareta kwiaty świece i skrzypce,
Mieli wejść po ścieżce z białych płatków do ołtarza a  podróż poślubną do Paryża

Każda historia  tego dnia pisze się jednak piórem codziennych zdarzeń, sama.

Zosia obudziła się rano , za wcześnie.
Jak co rano , kawa, kąpiel , relaksacyjny zestaw śniadaniowy.
Dziś jedzie już do domu, ślub w najbliższą sobotę więc zważywszy że jest środa , z jej siostrą  i tatulkiem, mamą sierżantem na czele ,i  pewne  już nie będzie maiła co robić. Bo kobieta od kilku dni zamęcza ją telefonami doszukując się wszystkiego co nie da się załatwić na już.

No to do domu.
Spakowana ruszyła w drogę śpiewając w aucie na cały regulator swojego aparatu głosowego piosenkę z refrenem „bo jak niemy to kto”
Po 40km
Złapała gumę …ale to przecież zdarza się zwłaszcza na polskich drogach.
3 godziny później zaliczony już spóźnieniem milionów telefonów od mamy i jednym od tatulka zajechała na miejsce.

Przypominam jest  środa do ślubu pozostało
3 dni…
Kiedy tylko spotkała się z mamą zalała ja fala pytań , Tatko jak zawsze wzruszył się na jej widok, jak i ona na spotkanie z nim, wtuliła się jak mała dziewczynka , jak zawsze przed wielkim przedstawieniem w szkole czy występami premierowymi na których tato zawsze się pojawiał , zawsze.
Kolejna część dnia toczyła się  prawie bez wrażeń, prawie. Gdy koło 20 zadzwonił telefon i
Zosia porażona informacją że wyrostek robaczkowy pozbawił ją właśnie świadkowej ,która sama na początku, myślała że zjadła za dużo chipsów i zwyczajnie boli ją brzuch.
No nic jutro coś wymyśli…dziś już idzie spać.

2 dni do ślubu…
 Manicure pedicure, florystyka ,dekoratorka, znaleźć nową świadkową i ksiądz.
W kalendarzu jak by tłoczno.
Niestety, nie ma w katalogu porad na zapasową świadkową a urażone koleżanki nie chciały w zastępstwie uczestniczyć w roli w jej ślubie , bo co to ma być że one mają być zapchaj
 dziurą ?
innymi słowy …nie jest dobrze.
Mama panikuje, siostra w zaawansowanej ciąży walczy z kipiącymi hormonami, dziwne zawsze taka spokojna była. Od kiedy jednak nosi w sobie dziecko jak by wstąpił w nią wściekły wilk. Tatko w biurze, dobrze przynajmniej on się nie denerwuje.
Nic to, Zosia pojechała na paznokcie  i na umówione  spotkania, jutro przylatuje Tomek.
Wspólnie coś wymyślą. Paznokcie zrobione z księdzem ustalone wszystko, oprócz światka panny młodej. I dekoratorki która nie odbiera cały czas telefonu.
A na drzwiach jej salonu wisi info że dziś dostępna jest tylko pod telefonem, którego nie odbiera. Bosko.
Z ciekawości pojechała na salę weselną, ale tam też jej jeszcze nie było , i nie kontaktowała się z nikim z obsługi, zapadła się jak kamień w wodę.

Wieczorem odbierze Tomka i… wszystko będzie już z górki.
Coś zaradzą.
Ale los nie był tak , łaskawy, opóźniony samolot, sprawił że przyszło jej spać prawe całą noc na lotnisku.
Po kilku godzinach oczekiwania przez kapryśną pogodę gdzieś  w chmurach,
obudziło ją pytanie
  - Czy to pani jest tą szczęściarą,  która wychodzi jutro za mąż?

- nie jutro tylko w sobotę – wymruczała z zamkniętymi oczami.
-Tak jak by jest już piątek.
Otworzyła oczy przed nią stał młodszy brat Tomka.
Pisnęła i jak na sprężynie rzuciła mu się na szyje.
Przynajmniej  jeden świadek doleciał. wyściskała , wycałowała przystojniaka który po 21godzinny locie wyglądał lepiej niż ona po zaliczonej drzemce w ciągu dnia.
-A Tomek?

Michał spojrzał na nią spojrzeniem którego wolała by nie analizować.
-Zaraz go...Zaraz będzie. – ten zagadkowy  uśmieszek spowodował że po jej karku przebiegły  dreszcze.
Po piętnastu minutach pojawił się jej przyszły mąż .
A to co ujrzała posadziło ją ponownie  na krzesło, bo on ,już siedział na wózku medycznym.
Tomek wyglądał jak po bokserskiej walce , i to wcale nie wygranej.
Posiniaczona twarz ,ręka prawa w temblaku  i noga, prawa ,w gipsie  aż po udo.
-ślubu nie będzie –westchnęła.

-Będzie! krzykną Michał
-Choć miałbym was tam oboje zataszczyć, wiesz  ile czekałem na ten dzień?
 Zośka ja na wszystko mam plan.

To może masz światkową w walizce i dekoratorkę na cito?


C.D.N 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz